Dzisiaj rozmawiamy z Victorem Borsukiem – siedmiokrotnym Mistrzem Polski w Kitesurfingu, najbardziej utytułowanym zawodnikiem freestyle’u w Polsce. Jego miłość do sportów wodnych narodziła się już w wieku 6 lat, gdy pierwszy raz odwiedził z rodzicami Półwysep Helski. Chociaż nauka nigdy nie była łatwa, po pierwszych udanych halsach poczuł, że to właśnie ten sport jest jego życiową pasją… Nie boi się żadnych wyzwań, a swoją pracą stara się inspirować innych i zachęcać do bycia odważnym.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z kitesurfingiem? Skąd taka pasja?

Photo3

Moja przygoda ze sportami wodnymi zaczęła się kiedy miałem 6 lat. Rodzice zabierali mnie na Półwysep Helski i nauczyli pływać na windsurfingu. Wtedy narodziła się się też moja miłość do sportów wodnych. Osiem lat później, jako 14-latek, zacząłem uprawiać kitesurfing. Zobaczyłem na wodzie pierwszych kitesurferów, którzy skakali po 6-8 metrów w górę. Nie mogłem w to uwierzyć. Z tatą patrzyliśmy na tych ,,szaleńców“ i już wiedzieliśmy, że trzeba się tego nauczyć. Nauka nie była łatwa, ale po pierwszych udanych halsach poczułem, że to właśnie ten sport ! Dwa lata później zostałem Wicemistrzem Polski, po 3 latach zacząłem wygrywać już wszystkie najważniejsze zawody w Polsce.

Co daje Ci drive do działania?

To niesamowite uczucie spełnienia. W kitesurfingu każdy etap nauki jest ekscytujący i daje duże uczucie radości. Z jednej strony wydaje się niebezpieczny, bo niekontrolowany ruch potrafi nami niespodziewanie szarpnąć, jednak chwile później zdajemy sobie sprawę, że to tylko woda i nic nam się nie dzieje. Ja nie miałem łatwych początków. To nie był sport, który był mi pisany i trudno mi szło na początku. Wydaje mi się, że właśnie taki mam charakter. Im trudniej jest tym bardziej chce, bo wiem, że na końcu czeka ta wspaniała nagroda zwana satysfakcją.

Jak myślisz, czego potrzeba aby osiągać swoje cele?

To wymaga olbrzymiej ilości determinacji. To nie chodzi o to, że trenuje wtedy kiedy mi się chce. Trenuje wtedy kiedy najbardziej mi się nie chce. Nie mam siły, mam gorszy dzień, na zewnątrz pada, jest mi zimno – właśnie wtedy widać determinację. Jeżeli chcemy być w czymś dobrzy to przekłada się na wszystkie aspekty życia. Ja np. do 25 roku życia bardzo rzadko piłem alkohol – była lata w których piłem 4 razy w roku. Kiedy miałem kontuzję potrafiłem mieszkać na południu Polski i rehabilitować się przez parę miesięcy. Osiąganie sukcesów w każdej dziedzinie życia to pełne zaangażowanie, które determinuje nasz styl życia, organizację czasu, a nawet ludzi, którzy nas otaczają.

Czy są jeszcze jakieś cele, które sobie stawiasz w tej dyscyplinie?

Photo2

Mam wrażenie, że osiągnąłem to co chciałem. Najpierw marzyłem o tym, że wygrać chociaż jedne zawody w Polsce, potem chciałem być Mistrzem Polski. Potem pomyślałem, że fajnie byłoby mieć koronę i wygrać 3 razy, potem 5, potem 7 itd. Nigdy nie stawiałem sobie bardzo daleko idących celi, bo bardzo trudno je osiągnąć i nie ma kiedy się z nich cieszyć. Oczywiście zawsze chciałem stać na podium Pucharu Świata czy wygrać międzynarodowe zawody. I to też się udało, ale nigdy się tego nie spodziewałem.

Co najczęściej radzisz tym, którzy wątpią w swoje możliwości?

Photo1

Każdy z nas wątpi w swoje możliwości. Ja też kiedy zaczynałem najbardziej bałem się zawodów. Wymiotowałem, nie mogłem spać, najczęściej nie udawało mi się nawet dotrzeć na swoje starcie. Jak sobie o tym pomyślę to częściej przegrywałem niż wygrywałem. Nawet kiedy byłem już Mistrzem Polski, jeździłem na Puchar Świata i potrafiłem przegrać w pierwszym starciu. Będąc najlepszym tu, byłem najgorszy tam. Nawet nie docierało do mnie to, że jest ode mnie tylko 20 lepszych zawodników na całym świecie. Wątpliwości znikają z czasem, wymagają od nas pracy, tego, żeby się nie bać przegrywać. To dotyczy całego życia: biznesu, relacji, pracy. Tylko przegrywając czegoś się uczymy. Trzeba z tych momentów wyciągać wnioski i ponownie podejmować próbę. Tak rodzi się doświadczenie, a wraz z nim znikają wątpliwości. Zaledwie trzy lata temu nie potrafiłem posługiwać się za dobrze aparatem. Rok robiłem tak brzydkie zdjęcia, że nie mogę na nie patrzeć. Dzisiaj dostaję zlecenia z całego świata. To tylko połączenie determinacji i coraz mniejszy lęk przed porażką.

Victora możecie śledzić na Intagramie oraz na jego stronie www.